sobota, 30 lipca 2011

Ślubnie.

Miałam dziś być na weselu. Wybrałam opcje - praca, ale to nie o tym. Pierwszy raz nie miałam problemu jaki zrobić prezent. Jestem zwolenniczką pamiątek, które po latach cieszą. Od razu wiedziałam, że coś wyhaftuję. Przeglądałam wzory, wielokrotnie zmieniałam zadanie, aż trafiłam na Wiązankę Ślubną Vervaco. Mało tego, dorwałam wzór online. To był początek czerwca. Sprawdziłam muliny - miałam, kanwę ecru - miałam. Pomyślałam, że szkoda tracić czas i od razu zabiorę się za wyszywanie. Bo zanim zamówię, zanim przyjdzie itd. I do dzisiaj pluję sobie w brodę za tą decyzję. Im więcej obrazka się pojawiało, tym bardziej mi coś nie pasowało. Doczytałam wtedy, ze kolory ktoś dobierał sobie na oko. ;( I straciłam cały zapał do pracy. Już było zdecydowanie za późno na zaczynanie od nowa, ech. Na zdjęciach może tego aż tak nie widać. Może nawet nie jest to tak koszmarne jak myślę. Ale sama świadomość, że to jednak nie oryginał jest. Wyrzucić szkoda, pruć szkoda. Kilka dni pracy w to włożyłam.
Dlatego teraz tak boję się tych słoni. Bo niby wzór już mam.



5 komentarzy:

  1. no dla mnie fajnie wychodzi. Nie widze nic zlego:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Wielkiej różnicy się nie dopatrują, a naprawdę szkoda, tyle już wyhaftowane!

    OdpowiedzUsuń
  3. Wg mnie wychodzi wspaniale - wszywaj do końca, myślę że zmienisz zdanie... ja tak miałam przy moim obrazku w sepii , też marudziłam tez mi się nie podobał (co prawda wyprułam i zmieniłam jedną nitkę) ale ostatecznie wyszło fajnie :)

    OdpowiedzUsuń
  4. zapowiada się pięknie ten ślubny hafcik.

    OdpowiedzUsuń
  5. Wygląda naprawdę super, nie trzeba nic zmieniać ani się poddawać. Ślicznie! Też mam ten wzór, ale nie szyłam go nigdy. Z przyjemnością zaglądnę tu znowu.Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń