sobota, 20 sierpnia 2011

I koniec urlopu.

Wszystko co dobre szybko się kończy. To już ostatni dzień mojego krótkiego urlopu. Tak jak podejrzewałam, zleciało nawet nie wiem kiedy. Planów miałam sporo, jednak wygrało słodkie lenistwo. Jedyne czemu się oddawałam to haftowanie i czytanie waszych blogów - czasami od deski do deski. ;-)


Na pierwszy rzut oka różnica może nie wydawać jest wielka. A kilkaset xxx przybyło. Wyłania się coś więcej niż ramka.


Jutro zaczynam maraton - 7 dni = 62h pracy. Pewnie nie znajdę już siły na haft, dlatego dziś muszę się jeszcze nasycić. Mogłam się przez te kilka dni przekonać, jak bardzo mi brakowało mojego hobby i jak zbawienny ma ono na mnie wpływ. Na szczęście we wtorek odbieram od mechanika mój samochód, więc uda mi się zaoszczędzić na dojazdach do pracy minimum 1h dziennie. Może uda się to przeznaczyć właśnie na haft.

4 komentarze:

  1. Niestety wszystko co dobre szybko się kończy, sporo udało Ci się wydziobać, już wygląda wspaniale :-) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. Rzeczywistość prędzej czy później nas dopada, ale za to hafcik prezentuje się super, coraz więcej krzyżykow przybywa!!

    OdpowiedzUsuń
  3. Tak intensywnego tygodnia nie zazdroszczę, mimo wszystko życzę czasu na hafcikowanie, bo po krateczkach widać, że jeszcze masz co haftować!

    OdpowiedzUsuń
  4. U mnie tak wygląda prawie każdy tydzień. Przyzwyczaiłam się, a nawet wstyd się przyznać polubiłam. :( Tak się chyba rodzi pracoholizm. Ja już we wtorek chciałam iść do pracy...

    OdpowiedzUsuń