sobota, 27 sierpnia 2011

Moje zawrotne tempo.

Wstyd pokazywać, bo różnica ledwo co zauważalna. Ale tak to właśnie u mnie wygląda. Postęp znikomy, choć połowę wypruwałam i wyszyłam ponownie. ;-) To efekt przemęczenia. Dlatego nie zabieram się już za haft wieczorami, tylko nad ranem przed pracą.  A czasu wtedy nie ma za wiele. :-( Zdecydowanie preferuję światło dzienne. Grzanie się pod lampą nie należny do przyjemności. Miałam nadzieję, że jutro podgonię obrazek, ale idę do pracy. Tak więc mój maraton z siedmiodniowego zrobi się aż trzynastodniowy! Ale dam radę. Odzyskałam samochód, nie tracę już czasu na dojazdy. Z przerażeniem odkryłam, że przeznaczam go na sen. Ostatnio godzina 21-22 a ja już śpię. Ale już za tydzień weekend wolny. A do tego czasu będę sobie dzióbać po 10 krzyżyków dziennie. ;-)

3 komentarze:

  1. Ja tez ostatnio coś się mylę i wypruwam, na szczęście nie wiele, ale rano nie wychodzą mi żadne hafciki. Każdy ma tam jakieś przyzwyczajenia, grunt by efekt nas zadowolił!

    OdpowiedzUsuń
  2. Widać postępy w krzyżykach, trzymam kciuki za szybciutkie skończenie hafciku :-) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  3. nic to że mało przybywa - ważne że do przodu i że sprawia przyjemność :-)

    OdpowiedzUsuń