poniedziałek, 29 sierpnia 2011

TUSAL - odsłona pierwsza.

Odrobinę spóźniona, ale mam nadzieje, że zostanie mi to wybaczone. Tak prezentuje się mój "słoik". Zdjęcia jeszcze robione w zanikającym świetle dziennym.


sobota, 27 sierpnia 2011

Moje zawrotne tempo.

Wstyd pokazywać, bo różnica ledwo co zauważalna. Ale tak to właśnie u mnie wygląda. Postęp znikomy, choć połowę wypruwałam i wyszyłam ponownie. ;-) To efekt przemęczenia. Dlatego nie zabieram się już za haft wieczorami, tylko nad ranem przed pracą.  A czasu wtedy nie ma za wiele. :-( Zdecydowanie preferuję światło dzienne. Grzanie się pod lampą nie należny do przyjemności. Miałam nadzieję, że jutro podgonię obrazek, ale idę do pracy. Tak więc mój maraton z siedmiodniowego zrobi się aż trzynastodniowy! Ale dam radę. Odzyskałam samochód, nie tracę już czasu na dojazdy. Z przerażeniem odkryłam, że przeznaczam go na sen. Ostatnio godzina 21-22 a ja już śpię. Ale już za tydzień weekend wolny. A do tego czasu będę sobie dzióbać po 10 krzyżyków dziennie. ;-)

wtorek, 23 sierpnia 2011

Poddałam się.

Poczyniłam dziś poważne zakupy. ;-) Całe dwa motki muliny. Przeznaczenie - jakieś fajne biscornu. Zawsze mam problem w co wbić igłę.


Zaczęłam też nowy hafcik. Walczyłam dzielnie, aby nie zaczynać. Jednak poległam. Za wiele nie ma, ale robiłam to tylko w niedziele po pracy. Po raz pierwszy użyłam kanwy Zweigart Rustico 14 ct. I już wiem, że na pewno nie będzie to nasze ostatnie spotkanie.


A co to będzie? Oczywiście latarnia morska. Mój ulubiony motyw, nie tylko w hafcie ale i w życiu. Można śmiało powiedzieć, że mam bzika na punkcie latarni. Figurki, obrazki, puzzle, plakaty, widokówki itp itd. Ten wzór znalazłam u Malgoni Od razu mnie zauroczył. A może jeszcze któraś ma na niego ochotę?


sobota, 20 sierpnia 2011

I koniec urlopu.

Wszystko co dobre szybko się kończy. To już ostatni dzień mojego krótkiego urlopu. Tak jak podejrzewałam, zleciało nawet nie wiem kiedy. Planów miałam sporo, jednak wygrało słodkie lenistwo. Jedyne czemu się oddawałam to haftowanie i czytanie waszych blogów - czasami od deski do deski. ;-)


Na pierwszy rzut oka różnica może nie wydawać jest wielka. A kilkaset xxx przybyło. Wyłania się coś więcej niż ramka.


Jutro zaczynam maraton - 7 dni = 62h pracy. Pewnie nie znajdę już siły na haft, dlatego dziś muszę się jeszcze nasycić. Mogłam się przez te kilka dni przekonać, jak bardzo mi brakowało mojego hobby i jak zbawienny ma ono na mnie wpływ. Na szczęście we wtorek odbieram od mechanika mój samochód, więc uda mi się zaoszczędzić na dojazdach do pracy minimum 1h dziennie. Może uda się to przeznaczyć właśnie na haft.

piątek, 19 sierpnia 2011

Zakupy.

Dziś dotarła upragniona torba i kilka drobiazgów. Muliny do kaw (a jakże!) i do małej latarni morskiej, z którą walczę. Tzn. walczę, aby jej jeszcze nie zaczynać. ;-) Jestem odrobinę rozczarowana wielkością tablicy magnetycznej. Niby wymiary były podane, ale przeświadczona byłam, że będzie to rozmiar A4. W rzeczywistości jest mniejsza. No trudno. Miała być mała, podróżna, do torby. Ta większa i tak by się nie zmieściła. Do użytku domowego mam tablicę ze starej kolekcji dmc odpowiadającą rozmiarowi A3.
A teraz to co tygryski lubią najbardziej, czyli nawijanie dziewiczych motków na bobinki. Dla mojej siostry jest to profanacja. :-)

środa, 17 sierpnia 2011

Newton skończony.

Co prawda czeka go jeszcze pranie i prasowanie, ale nie mogłam się już doczekać, żeby się pochwalić. Brakuje mu french knotów, ale tego się już nie podejmuję. Wszystkie poprzednie próby zakończyły się klęską. Tak, znam filmik instruktażowy, ale widać jestem totalnym antytalenciem w tej dziedzinie. ;-)




Backstitche dały mi nieźle popalić. :-(  Czasami igłę trzeba było przebijać co kilka nitek, w rożnych częściach krzyżyka. Dlatego nie skończyłam tego wczoraj, bo potrzebowałam światła słonecznego. Haftowalam na kanwie 16 ct, muliną anchor - tak jak było w zestawie, który otrzymałam w prywatnej wymianie z Martą.
Po tych doświadczeniach wiem już, że moją boulangerie będę wyszywać na kanwie 14, a nie na tej z zestawu, o zgrozo!, 18 ct. Za ślepa jestem, mimo dwóch par okularów na nosie. :-P
A w ogóle to jest to już mój drugi Newton. Pierwszy powędrował jako karta dla babci.


Idę dla odmiany robić xxx w mojej wiosce. Z każdym kolejnym coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że kolory dobierali niewidomi. :-(

wtorek, 16 sierpnia 2011

Newton.

To już półmetek mojego urlopu, więc najwyższy czas coś pokazać. Postanowiłam, że nie zacznę nic nowego, dopóki nie dokończę jakiegoś ufo-ka. Zaczęłam od Newtona, bo wymaga najmniej pracy. Ha, ha! Nie ma to jak spryt. :-D


Co do dimków z poprzedniego posta, to mam skompletowaną mulinę i kanwę, w wymarzonym szarym kolorze, do obrazka 4 pory roku. Ale nie rozgrzebię nic większego dopóki nie skończę Francuskiej wioski. Co nie wyklucza rozpoczęcia czegoś małego. ;-) Już jakiś czas temu nagromadziłam sporo mulin do kilku obrazków. Mój dorobek prac jest tak skromny, że muszę zacząć wyszywać małe projekty.

Gdy porzucałam Newtona, prezentował się tak:


Zostawiłam go na drewnianym okrągłym tamborku. Dziś po 10 minutach machania igłą zamieniłam go na kwadratowy. Ten najmniejszy to był chyba mój najlepszy życiowy zakup. Nigdy więcej drewnianych. Nigdy więcej okrągłych. Jeśli któraś z Was jeszcze takiego nie posiada, to szczerze polecam. Ja już nie chcę żadnego innego tamborka.

Obecnie Newton prezentuje się tak. Zostały tylko backstitche.


niedziela, 14 sierpnia 2011

Wpadłam po uszy.

Zamiast wyszywać, przeglądam blogi, sklepy, chomika i wynajduję coraz to nowe piękne wzory. Tym sposobem coraz mniej powstaje, a coraz więcej jest w planach. ;-) Wy też tak macie? Cieszę oczy cudownymi schematami i zastanawiam się, kiedy u licha, mam zamiar to wszystko wyhaftować?  Moje "must have" na bliżej nie określoną przyszłość.







To chyba nie przypadek, że wszystkie wzory są z Dimensions. :-)

sobota, 13 sierpnia 2011

Totally Useless SAL (TUSAL)

Ani chwili się nie zastanawiałam i zapisałam się do tej zabawy. Uwielbiam szalone pomysły. A ten wydal mi się wyjątkowo sympatyczny i niecodzienny. Lecę szukać słoika. ;-)


Daty nowiu od sierpnia do grudnia 2011 r.:
- 29 sierpnia,
- 27 września,
- 26 października,
- 25 listopada,
- 24 grudnia.

piątek, 12 sierpnia 2011

Urlopowo.

Nastał ten upragniony dzień - przede mną wolne. Całe osiem dni urlopu. Nawet się pewnie nie obejrzę jak to zleci. :-( Dlatego dziś jest tak cudownie. Bo choć ledwo żyje po 50h pracy w tym tygodniu, to rozkoszuję się tą chwilą.
Dziś wyjęłam ze skrzynki przesyłkę z sewandso. To prezent, za który jeszcze raz bardzo dziękuję! La Boulangerie. Ah, jak ja lubię francuskie klimaty.  :-) Teraz będę musiała ze sobą walczyć, aby nie rozpoczynać kolejnej robótki. Zdjęcie pożyczone, bo teraz nie pora na cykanie fot. Już nie mogę się doczekać, jak to zawiśnie na mojej ścianie.


niedziela, 7 sierpnia 2011

W żółwim tempie.

Patrząc na Wasze tempo pracy, moje nie jest imponujące. Obrazek zaczęłam w grudniu 2010. Potem przeleżał, bo przez kilka miesięcy nie haftowałam nic. Jak go zostawiłam wyglądał tak:


Dzisiaj mam tyle:

piątek, 5 sierpnia 2011

Dzień wolny.

No i mnie rozłożyło choróbsko. Poddałam się i dziś już nie poszłam do pracy.
Czytam Wasze blogi, przeglądam wzory. Zamierzam wyszywać moją Francuską wioskę.