wtorek, 27 września 2011

Słoik w nowiu.

Zdjęcia okropne, ale zapomniałam, że to dziś i nie zrobiłam rano. Gapa ze mnie.


A za mną znowu chodzą słonie dimensions. Okazało się nawet, że mam prawie wszystkie muliny. Na szczęście nie mam odpowiedniego kawałka kanwy. Znając siebie już bym ten projekt zaczęła.

niedziela, 25 września 2011

Rozszalałam się.

Wolna niedziela, chwila czasu i tak między praniem, sprzątaniem a gotowaniem powstała druga kurka.


Nadziwić się nie mogę, jak mi to szybko idzie. Bardzo przyjemny i nieskomplikowany haft, dodatkowo niewielkich rozmiarów. Schody się zaczną jak postawię ostatni xxx i zaczną się backstitche, o french knotach nie wspominając. Tych ostatnich nijak się nie da uniknąć w tym projekcie. Czas stawić im czoło i... pokonać wroga.

sobota, 24 września 2011

Pierwsza kurka.

Dopadła mnie chandra. Nie wiem czy to pogoda, czy może to co się wokół mnie dzieje. Pewnie jedno i drugie. Straciłam siłę, chęci i motywacje. Uciekam w haft i wyciszam się jeszcze bardziej. I tak przez te kilka chwil przed pracą powstają moje kurki. Jedna już jest.


Zapraszam na blog mojej siostry http://pasjaanimki.blogspot.com/ Zmotywujmy ją do aktywnego zaistnienia w naszym świecie.

środa, 21 września 2011

Rozwiązanie zagadki.

Oczywiście dziewczyny odgadłyście. ;-) To będą trzy kurki popijające kawę. Wzór firmy dimensions. To mój pierwszy dimek. Ale z pewnością nie ostatni.
A tak powinien się prezentować w całości.


Bardzo dziękuję za miłe komentarze na temat latarni. Trochę zaryzykowałam z kanwą rustico, ale efekt końcowy bardzo mi się podoba. 

wtorek, 20 września 2011

Zagadka.

Od razu w niedziele rzuciłam się do nowego projektu. Zaplanowałam go równo rok temu. Ciekawe czy któraś z Was zgadnie, co to jest za wzór? ;-)


Zostało mi zarzucone, że chwalę się nie skończonym obrazkiem. Tak bardzo chciałam się pochwalić latarnią, że nie doczekałam aż się wypierze i wyschnie. Aneta specjalnie dla Ciebie dowód, że niebieskie linie znikają. :-P Co prawda jeszcze nie wyprasowana, ale póki co nie mam pomysłu na oprawienie.


Rustico aida 14 ct Zweigart, nici dmc.

niedziela, 18 września 2011

Pracowity weekend.

Przyjechała siostra i wyruszyłyśmy za miasto. W sobotę łapałyśmy ostatnie letnie promienie słońca. Jesień jest już wyraźnie zauważalna, nie tylko gołym okiem. Cały dzień spędziłyśmy na tarasie. Już zapomniałam jak przyjemnie haftuje się na świeżym powietrzu. Jaka szkoda, że robi się coraz zimniej.
Efektem tego małego wypadku jest gotowa latarnia.
Tak prezentowała się bez backstitchy.


A tak po dodaniu konturów.


Teraz obrazek schnie po praniu, a ja już kombinuję jaki kolejny zacząć. Nienasycona robótkowo jestem ostatnio.

wtorek, 13 września 2011

Powoli do przodu.

Szału nie ma, ale latarnia już się wyłania. Oczywiście nie byłabym sobą, gdybym nie pomyliła się przy zamawianiu muliny, w efekcie czego brakuje mi jednego koloru. Trzeba pomyśleć o jakimś zamówieniu. ;-)

niedziela, 11 września 2011

Jednak wolne.

Grrrr. Nie ma to jak wstać w niedzielę rano, wyszykować się i odpowiednio nastawić, dotrzeć do pracy i... dowiedzieć się, że praca w dniu dzisiejszym odwołana, tylko nikt Cię o tym nie poinformował. Cale szczęście, że jazda samochodem zajęła mi zaledwie 15 min w jedną stronę. Gdybym wybrała ekonomiczną wersję - tramwaj - straciłabym aż 2h. Nie bardzo mi to na rękę, ale mówi się trudno. Może dzięki temu pojawi się dziś latarnia.

Marzę o morzu.

Zdjęcie miało być we czwartek. Jednak dzień upłynął na czymś zupełnie innym niż haft. :-) Dopiero wczoraj na chwilę przysiadłam i kilka marnych xxx przybyło. Ciągle coś mnie odrywało od robótki.
A teraz lecę do pracy. Pracoholizm zobowiązuje. ;-)

czwartek, 8 września 2011

Wagary.

Przyszła jesień. I wcale nie dlatego, że na chodnikach jest coraz więcej liści, że właśnie nastąpiło załamanie pogody. A dlatego, że ogarnęła mnie ochota na herbatę. Bo w moim przypadku to jest anomalia. Naprawdę rzadko pijam coś ciepłego, jeśli już to tylko właśnie w okresie jesienno-zimowym. Oto dowód - pierwsza zaparzona herbata od zeszłej zimy. :-)


Dodatkowo stwierdziłam, że fajnie byłoby dziś zostać w domu i postanowiłam sobie zrobić małe wagary. Ostatnio napracowałam się aż nadto, więc dziś mogę sobie poleniuchować. Oczywiście pół dnia zamierzam przeznaczyć na haft, bo już dwa tygodnie nie miałam igły w ręce. No to lecę, aby móc Wam coś pokazać wieczorem.