sobota, 29 grudnia 2012

Leżę i dogorywam.

W czwartek byłam u lekarza, który stwierdził, że to niepełna grypa (?!) Nakazał leżenie do końca roku. Jednak ja nadal będę obstawiać zapalenie oskrzeli. Leżę i nic mi nie jest lepiej. Jedynie gorączka osłabła. Ja to mam pecha, jak trochę wolnego to mnie rozkłada. :-( Jedynie tyle udało mi się zrobić w ciągu ostatniego tygodnia.


wtorek, 25 grudnia 2012

Mikołaj mnie zawstydził.

Tegoroczny Mikołaj nieźle sobie nagrabił. Mianowicie nie dotrzymał warunków umowy! Oj nieładnie, tak się nie robi. Jednak ja jestem pamiętliwa bestia, więc jeszcze się na nim ogdryzę jak się zupełnie nie będzie tego spodziewał. Mikołaju strzeż się! A o to czym mnie obdarował:




Ręcznie robione mydełko i bombka, zestaw kilkudziesięciu szmatek do planowanych pinkeepów, muliny multikolor anchora, Rod Stewart na świątecznie, książka o świętach, różane mydło z mydlarni, kawowy żel pod prysznic. Do zdjęcia nia załapały się tylko pistacjowe czekoladki - moje ulubione zresztą.
A teraz idę się zakopać pod kołdrą, bo czuję się jakbym miała zapalenie oskrzeli. :-(

niedziela, 23 grudnia 2012

Trochę rozrywki.

Dziekuję za komentarze pod poprzednim postem oraz próby podniesienia mnie na duchu. Wczoraj w ramach rozładowywania emocji posprzątałam dokładnie mieszkanie wraz z umyciem okien. Powiew swieżości sprawił, że poczułam się odrobinę lepiej. Nawet trochę xxx zrobilam na styczniowym salowym obrazku. Renifer niestety nadal nie wyraźny, nie dostał rutinoscorbinu. A dziś Ania wyciagnęłam mnie na balet - Dziadek do orzechów i Król Myszy. Po przedstawieniu planowałyśmy iść na jarmark świąteczny na starówce ale że my nigdy nie trzymamy się planu (zauważyłaś to Aniu?), to poszłyśmy do meksykanskiej restauracji, gdzie na dzień dobry zażyczyłyśmy sobie ich słynną truskawkową margaritę. Było nam... hm, wesoło. ;-)


piątek, 21 grudnia 2012

Okropny dzień.

Już chyba ten koniec świata byłby lepszy. A to przecież piątek, koniec tygodnia, początek długiego weekendu, dla niektórych święta, a jednak dziś wszystko jest do bani. Cudowny pomysł pracodawcy, aby premię świateczną w postaci karty przedpłaconej wysłać do każdego z osobna kurierem! Jak kurier ma mnie zastać w domu, skoro jestem w pracy? Na dodatek nie ma do mnie telefonu, na klatkę nie wejdzie, awizo nie zostawi. I tym sposobem karta trafi do mnie w połowie stycznia, kiedy to kurier zwróci ją niedostarczaną do nadawcy, aby ten przekazał mi ją osobiście w miejscu pracy. Gdzie tu sens, gdzie logika?! Chociaż tyle, że wypłata była dzisiaj. Nie mniej nie lubię takich durnych akcji. Ale to jeszcze pikuś. Skończyły mi się leki, które muszę brać stałe. Lekarz pierwszego kontaktu już nie bardzo chce wypisywać recepty, konieczna wizyta u specjalisty. Jakimś cudem udało mi się wczoraj umówić na wizytę, którą ktoś odwołał. Z upragnioną receptą udaję się dziś po pracy do apteki. Trzy stanowiska, jedna pani obsługuje, nikogo w kolejce, dwie panie układają leki. Staję grzecznie na środku, przecież jeszcze nie wiem do której kasy mnie poproszą. Za mną wchodzi jegomość, omija mnie i staje przy ladzie, tuż za obsługiwaną klientką. Pytam się go czy mnie nie zauważył? Cham odpowiada: nie. Powstrzymuję się od złośliwego komentarza i zwracam mu uwagę, że stoję i czekam na swoją kolej. Na co cham stwierdza, że przecież nie podeszłam bliżej. Pytam czy ma zamiar stać na plecach innego klienta? Cham odpowiada twierdząco. Zwróciłam mu uwagę, że to bardzo nie ładnie. Zero reakcji. Nie wiem, może ze mną jest coś nie tak, ale uważam, że w takim miejscu jak apteka trochę prywatności się należy. Tym bardziej, że miejsca nie brakowało. Mówię chamowi, że ja stoję w tej kolejce, a jego zachowanie mi się nie podoba. Co odpowiedział? A niech sobie pani stoi i nawet się nie ruszył. Pomyślałam w duchu, aby go trafił szlag. I w dupie mam, że są jakieś święta, bo ja chamstwa i głupoty nie wybaczam, nigdy. Na szczęście farmaceutka podeszła do mnie i wzięła ode mnie recepty, ale musialam stać kilka metrów od jej kasy, bo cham sie nie ruszył i stał przy "moim" stanowisku. Do apteki wszedł kolejny klient, podszedl do wolnej kasy i tym sposobem cham dalej sobie stał. Ale to nie wszystko. :-( Niestety okazało się, że na recepcie mam wypisany lek w dawce 160 a nie 320. Nie dość że starczyłby mi tylko na 2 tyg to kosztuje dokałdnie 6 razy tyle co 320. Do dupy taki interes. :-( W poniedziałek muszę się wystać w kolejce na mrozie, aby się zapisać do lekarza i wyżebrać receptę. I oby się tylko udało. Do tego jeszcze pies, który ciągle zjada sobie opatrunek i liże skaleczoną łapę raniąc ją coraz bardziej. :-( I chodzę cała wściekła i nabuzowana. Bałagan w domu, lodówka pusta, wszystko mnie irytuje tylko jeszcze bardziej. Ja chcę iść spać i obudzić się w czwartek. Serio. No ale nie mogę. Psy by padły. :-( Więc calm down & stitch. Taki mam plan na najbliższe dni. Zacznę od styczniowego znaczka Lizzie Kate.


niedziela, 16 grudnia 2012

Już prawie jest.

Nigdy nie ukrywałam, że backstitche to najmniej przyjemna dla mnie część haftu. Owszem lubię jak są, ale z robieniem ich już gorzej. I chyba nawet nie przebije ich haftowanie muliną metalizowaną. ;-) Dziś był mój pierwszy raz z tą materią. Fakt, draństwo sie rwie i nie chce współpracować. Użyłam dmc i madeiry, o dziwo madeira lepsza. Renkowi jeszcze trochę brakuje, ale chcę pokazać, że jednak nie odpuszczam temu bądź co bądź ufokowi.


Pamiętam o Waszych pytaniach odnośnie płynu zabezpieczającego brzeg kanwy. Akurat przy reniferze z niego nie korzystałam. Użyłam go jak na razie dwa razy i jak dla mnie stał się już "must have" w moim kuferku. Nawet chyba zacznę lobbować Haftix, aby wprowadził go do swojej oferty. ;-)
Wracając jeszcze do aidy rustico - według samego producenta kolory są różne: Oatmeal, Wheat, Harverst Wheat, Natural, Desert Rose, Prairie Sunset, Purple Mountain, Horizon Blue, Meadow Green, Seacrest Green. I zdjęcie ze strony Zweigart. Szkoda, że u nas nie ma takiego wyboru. :-(

piątek, 14 grudnia 2012

Przesyłki.

Z samego rana poleciałam na pocztę odebrać czekające na mnie dobra. Ile mam radości od godziny. :-) Nie wiedziałam tylko, że obróbka zdjęć zajmuje aż tyle czasu. ;-( Ale już wszystko gotowe, więc czas się chwalić. To taki prezent mikołajowy. Czekałam aż w sklepie pojawią się kanwy w dwóch upragnionych kolorach - nugatowym i oliwkowym. Ale do rzeczy. Zamówienie jak zawsze w Haftixie.



len 32 ct beżowy, aida 16 ct nugatowa, 14 ct aida lniana, aida 14 ct seledynowa, aida 16 ct oliwkowa


24 muliny dmc + prezent


Zaskoczyła mnie aida rustico. Od razu kolor wydał mi się jakiś inny. Z opisu wygląda, że powinno być to samo a jednak. Poniżej porównanie. 



Obie podobają mi się bardzo, tylko jak teraz zamawiać, żeby wiedzieć co przyjdzie?
Dostałam jeszcze kanwę Marty z naszym kalendarzem.


PS. Renifer prawie skończony. ;-)

sobota, 1 grudnia 2012

Renifer.

Ostatnio kilka bloggerek miało problem z dodawaniem zdjęć, bo jak się okazało przestrzeń na Picassie jest mocno ograniczona. W obawie, aby i mnie to nie spotkało zmniejszyłam wszystkie zdjęcia i podmieniłam w postach. Zajęło mi to dwa dni ale dzięki temu zabiegowi mam teraz wykorzystane 0,15% zamiast aż 24%. :-) Obrabiając te zdjęcia przypomniałam sobie o moim niedokończonym reniferze z zeszłego roku. Pamiętacie?


W tym stanie go porzuciłam, bo już chyba było dawno po świętach a zima miała się ku końcowi. Tę nogę, a raczej jej znikomą cześć musiałam wypruć, bo gdzieś tam wyżej się pomyliłam. A że jestem teraz uziemiona w domu, wysiadł mi kręgosłup a do tego jeszcze się przeziębiłam, to dłubię sobie po kilkanaście minut, bo resztę dnia niestety przesypiam po lekach.

sobota, 24 listopada 2012

Wyróżnienia.


Bardzo dziękuję za kolejne cztery wyróżnienia. To miło, że do mnie zaglądacie i doceniacie, pomimo tego że ostatnio tutaj pusto. :-( Miałam trochę wolnego, więc miałam oczywiście ambitne plany - skończyć Claytona, ale jak zawsze czas minął nie wiadomo kiedy i na czym. Od wczoraj jestem niestety znów na zwolnieniu. Kręgosłup się odezwał i to tak poważnie. Muszę się teraz nauczyć haftować na leżąco. Tęsknię za krzyżykami ogromnie.

sobota, 17 listopada 2012

Kolejny kalendarz.

W tym roku po raz pierwszy zapisałam się na RR - dimkowy kalendarz. Teraz czas zapisać się na pierwszy SAL, również kalendarzowy.


Chciałabym zrobić z niego pinkeepy, tylko nie wiem czy będę potrafiła. Mam już pomysł na kolor kanwy. Poczekam na schemat, sprawdzę ile mi brakuje mulin i zamawiam. :-)

niedziela, 21 października 2012

Idąc za ciosem.

Siłą rozpędu zaczęłam wczoraj obrazek listopadowy. Jest to dotychczas najbardziej pracochłonny i naszpikowany backstitchami miesiąc. Szczerze mówiąc mam go już dość i dziś zamierzam poświęcić się wyłącznie Claytonowi.




Ta pokrzywiona igła to tak specjalnie. Nigdy wcześniej mi się to nie zdarzyło. To jest złota igła firmy Pony, której nigdy więcej nie kupię. Poza tym, że się niemiłosiernie wygina, to po jednym dniu haftowania nie jest już złota. Pic na wodę fotmontarz, jednym zdaniem

sobota, 20 października 2012

Październikowy RR.

Miałam wczoraj wolne - yeah! - i wyszyłam październikowy obrazek w naszym RR. Ostatnio mam fazę na dynie. Nic z nich co prawda nie gotuję, ale wszędzie gdzie się da ustawiam dyniowe tapety. :-) Dlatego dość szybko i sprawnie mi poszło  dopóki nie przyszedł czas na french knoty. Mordowałam się z nimi godzinę. Nie powiem i ile i jakich niecenzuralnych słów padło. To było oczywiście tylko i wyłącznie moja wina, bo z uporem maniaka ciągnęłam nie za tą nitkę co trzeba. Kot ma lekkiego zeza, ale już nie chciałam tego poprawiać.


Muszę jeszcze wyszyć mój podpis i chyba go lekko zmodyfikuję, bo zauważyłam, że koleżankom to jakoś ładniej wychodzi a ja sadzę takie wielkie kulfony. Mam już u siebie kolejna kanwę. I tak się właśnie zastanawiam czy by nie wyszyć od razu listopada.

Mogę już opisać moje pierwsze wrażenia z używania płynu z poprzedniego posta. Fantastyczny wynalazek. Wystarczy odrobina i brzeg jest w niewidoczny [sic!] sposób zabezpieczony. Jeszcze nie wiem jak to będzie z trwałością, jednak producent zapewnia, że jest to odporne nawet na pranie. I do tego jeszcze tak fajnie pachnie. Zapach kojarzy mi się z maglem. ;-) Od teraz będzie to moje obowiązkowe wyposażenie hafcikowego kuferka.

wtorek, 16 października 2012

Lekko spóźniony prezent urodzinowy.

Oto co dziś odebrałam z poczty: 


Magnetyczne pudełko na igły dmc jest "prezentem" od mojej siostry. Tak się śmiesznie złożyło, że chciałyśmy sobie w tym roku podarować to samo. ;-) Dlatego też każda zamówiła dla siebie swój prezent. Oprócz pudełka, igły których nigdy dość. Jakoś tak dziwnym trafem lubią mi ginąć. Dwa komplety 26-tek. I pomyśleć, że kiedyś igły no.22 wydawały mi się mikroskopijne. Z tych firm jeszcze nie miałam. Moje ulubione to John James, ale ostatnio nigdzie nie ma tych w "jedynym słusznym" rozmiarze. I na koniec coś, na co miałam ochotę od nie pamiętam już jak dawna - płyn do zabezpieczania brzegów kanwy. Kupiłabym pewnie wcześniej, ale sklep, w którym robię zawsze zakupy nie ma go w ofercie. Nie lubię i nigdy nie obszywam brzegów materiału, dlatego jestem bardzo ciekawa tego specyfiku.

niedziela, 14 października 2012

Motywacja działa.

Właśnie otrzymałam zdjęcie wypranych i oprawionych groszków.
Chyba ją trochę zachęciłyśmy dziewczyny. hihi


W zastępstwie.

Nie jestem w stanie zagonić mojej siostry do publikowania na jej własnym blogu. Z otrzymaniem zdjęć też nie lepiej. Ale pokażę Wam tutaj co ostatnio zrobiła. Tym bardziej, że są to wzory, które sama znalazłam jako pierwsza i mam je zamiar wyszyć. ;-) Śmieję się, że nie mam czasu na haftowanie, bo siedzę wiecznie w necie w poszukiwaniu schematów i inspiracji, a ona tylko korzysta z moich znalezisk. Niech zna me dobre serce. ;-)

Najpierw La boulangerie Royal Paris. Ponad rok temu dostałam ten zestaw w prezencie urodzinowym. Czeka sobie grzecznie. :-) Anka wyszyła na aidzie 16 ct Zweigart, mulinami dmc. Porównywałyśmy z moimi mulinami Anchora z zestawu i wyszło identycznie.


Drugie gorące dzieło skończone dosłownie przed chwilą to Słodki groszek z TWOCS 193. Tym razem aida 18 ct dmc, nici oczywiście dmc zgodnie z legendą, łącznie z metalizowanymi.


Jutro przed pracą idę wydrukować sobie schemat, bo już mnie skręca z zazdrości  Muliny zamówiłam już dawno, łącznie z materiałami do Claytona. Wahałam się wtedy, który obrazek wyszyć pierwszy i padło na Claytona. A Groszki chcę oprawić w tamborek, tak jak w gazecie. Mam już nawet na nie miejsce - nad telewizorem sterczy dziwna śruba, w sam raz aby coś na niej powiesić.

środa, 10 października 2012

Aj jak mi dobrze.

Wieczorami, o dziwo, znajduję siłę, aby nie tylko odwiedzać Wasze blogi, ale by samej pomachać igiełką. I tak przy gorącej pomarańczowej czekoladzie z bitą śmietaną relaksuję się po całym napiętym dniu. Wybaczcie, ale w tym przypadku zlewka jednak jakoś mi nie pasowała. ;-)


W tle widać nawet zaczęty już obrazek październikowy z naszego dimkowego RRa. Taka gapa ze mnie, że nie pokazałam poprzedniej kanwy, która dotarła już na miejsce przeznaczenia. Jak zwykle przepraszam za mały poślizg i bije się w pierś. Mam nadzieję, że u Was też dziś taki miły wieczór.

niedziela, 7 października 2012

Ćwiartka.

Pierwsza ćwiartka, a nawet ciut więcej za mną. :-) Kolejna kartka to większa różnorodność w kolorach i krzyżykach. Żeby uniknąć monotonii  będę teraz robić dół, potem góra i znowu dół. Tak to sobie wymyśliłam.

sobota, 6 października 2012

Potrzebuję pomocy.

Wiecie jak kocham latarnie. Dziś wpadł mi w oko schemat dmc BK024, jednak nie udało mi się go nigdzie znaleźć. Może któraś gdzieś, kiedyś...


MAM!!!! Dzięki Marta. :-)

piątek, 5 października 2012

Warsztat pracy.

Byłam dziś w pracy raptem 1,5 h. Niestety nie oznacza to, że miałam cały dzień wolny. Pojechałam na 12, do domu wpadłam na chwile o 15 i do lekarza. Póki co zbyt wiele mi nie pomógł tylko odesłał do kolejnych specjalistów. Mam nadzieję, że w końcu ktoś wymyśli co mi jest. Szkoda, że Dr.House już nie przyjmuje. ;-)
Jednak teraz zamiast latać w deszczu z psami po parku, mogę już się rozsiąść wygodnie i pohaftować. Obiecywałam sobie, że co wieczór siądę na chwilę do Claytona, ale wyszło jak zawsze. :-(
A tak wygląda mój warsztat pracy. Ogromna tablica magnetyczna, którą trzymam na kolanach. Poza schematem leżą na niej zawsze nożyczki i nawlekacz, bez którego ani rusz. Mam nawet drugi na zapas, jakby "niedajboże" coś się stało. ;-)


Oto moje niezbędne, płaskie metalowe pudełko, w którym trzymam aktualnie potrzebne muliny.



Wracając od lekarza zakupiłam zapas mojej ulubionej herbaty.


Nie jestem smakoszem gorących napojów, pijam przeważnie już przestygnięte. Sama nie wiem, dlaczego tak mi zasmakowało akurat to badziewie. Zwykła Saga jest dla mnie nie do zaakceptowania, a za tą wręcz przepadam. W tle moje kubki, które służą bardziej do dekoracji, bo ja herbatę pijam w......


...zlewce. LOL

niedziela, 30 września 2012

Coastal Village - odsłona trzecia.

Nie lubię zdjęć w sztucznym świetle, jednak tak bardzo chce się pochwalić, że czekanie do jutra by mnie wykończyło. ;-) Przyznam się, że jeszcze w piątek chodziły mi po głowie jakieś kwiatki, ale jak wzięłam do rąk Claytona to oderwać się już nie mogłam. Do tego stopnia, że "September" z RR nie dość, że nie wysłany, to wciąż bez backstitchy. Ale same zobaczcie jakie cudo wychodzi. I te cieniowania... Oczywiście musiałam się rąbnąć, ale na szczęście nie wpływa to zbytnio na całość, więc już nie wypruwałam.

piątek, 28 września 2012

100.

To mój setny post. Jak na mnie to prawdziwe WOW!
Nareszcie ten tydzień dobiegł końca. Poranna zmiana w pracy mnie wykańcza. Wstaję przed 6, zasypiam przed 21. Nie pytam jak, ale kiedy żyć?!
Przychodzi wreszcie upragniony piątek plus wizja wolnego weekendu. :-) Miesiąc całkiem dobrze zamknięty, premia wypracowana, można się odprężyć. Dziś nawlekanie mulin na bobinki. Zdjęcia sobie i Wam daruję, każda wie jak to wygląda. Poza tym dla niektórych to profanacja przecież ;-)
Skoro dziś jest taki dobry dzień to pochwalę się czymś jeszcze.
Kiedy już prawdę mówiąc straciłam wszelką nadzieję, pewna, że moje skierowanie do sanatorium musiało gdzieś zaginąć, po dokładnie (co do dnia) 6 miesiącach wyciągnęłam ze skrzynki pismo z NFZ. Hura hura hura! Nie dość, że nie zapomnieli to jeszcze doszli do wniosku, że nadaję się do leczenia. Niestety, tylko albo aż, zakwalifikowano mnie na uzdrowiskowe leczenie sanatoryjne dorosłych o profilu leczenia: choroby reumatologiczne (reumatologia). (WTF?!) Wolałabym uzdrowiskową rehabilitacje szpitalną, ale co tam. Nie martwię się nawet tym, że już wykorzystałam w tym roku urlop, a na sanatorium potrzebne jest aż 15 dni. Pakować walizki będę za jakieś 22 miesiące. Tyle prognozuje NFZ. Olaboga! Mam tylko nadzieję, że dotrę do tego uzdrowiska jeszcze o własnych silach. I raczej już nie moim oplem, bo on do tego czasu na pewno się rozsypie. ;-)

niedziela, 23 września 2012

RR - September.

Brakuje jeszcze backstitchy, ale to już jutro. Teraz pędzę do Claytona, bo trochę za nim tęsknię. Równo dwa tygodnie przy nim nie dłubałam.


PS. Bardzo dziękuje za wszystkie życzenia. :-)

niedziela, 9 września 2012

Niebo.

Mój zachwyt nad Claytonem nie maleje. Szkoda, że przybyło o wiele mnie niż zakładałam. Chciałam zrobić pierwszą ćwiartkę. Mimo wszystko pokazuję, bo zawsze to trochę xxx do przodku.

środa, 5 września 2012

Spotkania.

Dziś był dzień pełen wrażeń. Z Anią z bloga Sztuka oswojona planowałyśmy spotkanie od dwóch tygodni. Mieszkanie w jednym mieście to połowa sukcesu, trzeba jeszcze zgrać się czasowo. Dziś się udało. Bardzo żałuję  że nie mamy żadnego dowodu zdjęciowego. Chociażby ten sernik z kajmakiem trzeba było uwiecznić. ;-) Musicie więc uwierzyć mi na słowo. Oprócz sernika była frappe i obowiązkowo brytyjskie gazetki hafciarskie. Nawet nie wiem kiedy zleciało te 1,5 h, tak fajnie nam się rozmawiało. Wracając do domu odkryłam w skrzynce awizo i czym prędzej pobiegłam na pocztę, żeby odebrać kanwę z dimkowym RR. Stoję w kolejce i oczom nie wierzę. Dziewczyna przede mną trzyma w ręce kanwę ze słownikiem czajnikowym i zeszyt. No jak nic hafciarka, do tego bawiąca się w RR. Od razu pomyślałam, że to będzie La grenouille. Zamieściła kiedyś na blogu zdjęcie sugerujące, że mieszka w mojej okolicy. Wymieniłyśmy wtedy kilka maili i potwierdziłyśmy, że jesteśmy sąsiadkami. Zaczepiłam ją więc na tej poczcie i tak przez kolejne 1,5 h stałyśmy pod blokiem i rozprawiałyśmy o bobinkach, kanwach, pasmanteriach, filcowaniu i szyciu.

wtorek, 4 września 2012

Okazanie.

Padło pytanie o hiacynta. Oto dowód, że go nie porzuciłam. Oceniam, że wyszyłam około 80%.

niedziela, 2 września 2012

Coastal Village Johna Claytona

No i będzie mój pierwszy Clayton. Jakoś wcześniej wzory firmy Heritage nie przykuwały mojej uwagi, dopóki nie zobaczyłam okręgów Claytona na blogu Sztuka oswojona. Jak ta sroka zapragnęłam mieć i ja. Wybór padł na Coastal Village.


I tak jak planowałam spędziłam wczoraj pół dnia na haftowaniu. Mam już tyle.


Zdecydowałam się na evenweave - Zweigart Linda 27 ct kolor kość słoniowa. Z czystej ciekawości, chciałam spróbować czegoś nowego. I nie żałuję. We wzorze jest sporo verticali, horiznotali i straddled stitches. Na aidzie też do zrobienia, ale na evenweave nie trzeba się przebijać przez nitki tkaniny. ;-) Verticale widać nawet na poniższym zdjęciu, po lewej stronie. Zbliżenia dla niedowiarków, że na płótnie wychodzą równiuteńkie xxx.


Podoba mi się efekt cieniowania. Tym samym kolorem raz podwójną, a raz pojedynczą nitką wyszywam.


A co do UFOków, to ja je bardzo lubię. Może jestem inna, ale nie potrafię robić jednej rzeczy na raz i najlepiej się czuje jak mam kilka obrazków pozaczynanych i mogę dziergać po trochę wedle upodobania. A jak w trakcie pracy dochodzę do wniosku, że coś mi się nie podoba, porzucam bez żalu. Nie lubię się do czegokolwiek zmuszać. I nie mam tu na myśli już tylko robótek, takie mam podejście do życia. :-)

sobota, 1 września 2012

Nowa.

Sobotnie przedpołudnie spędziłam na porządkach. Czyste okna, wyprane firanki, podłoga prawie już wyschła. W całym mieszkaniu unosi się zapach świeżości, który działa na mnie kojąco. Czasem tak mam, że choćbym nie wiem jak była zmęczona i pozbawiony siły, to w brudzie i bałaganie nie potrafię wysiedzieć. Zauważyłam, że odkąd mam dwa psy, to sprzątania jest pięć razy więcej. Mimo, że staram się odkurzać codziennie, góra co drugi. :-( Ale skoro już jest czysto, to bez wyrzutów sumienia resztę dnia można przeznaczyć na xxx. Jednak zanim zasiądę z tamborkiem w rękach, chciałam Wam pokazać moją nową latarnię. Dostałam ją wczoraj od ojca, który wracał z Trójmiasta na południe Polski. W środku jest miejsce na tealight i jak wczoraj zapaliłam to latarnia świeciła. Ah, cieszę się jak dziecko!

piątek, 31 sierpnia 2012

Słowem wyjaśnienia.

Chyba trochę Was wczoraj wprowadziłam w błąd, a pewnie nie każda zaglądnęła do linka z gotowymi pracami koleżanek zza wschodniej granicy. To zdjęcie to nie była gotowa praca, tylko obraz namalowany przez Charles'a Frace, który Dimensions przerobił na wzór. Dlatego nie ma sensu porównywać do niego kolorów muliny, bo haft nie jest dokładnym odwzorowaniem. Poniżej najlepsza wersja już haftu jaką udało mi się znaleźć w sieci. Chociaż nie wiem czym wyszyta, więc to może nie być oryginał.


Dziękuje za przelicznik i wzornik dimkowej muliny. Wszystko posprawdzałam kolejny raz i wyszło bez zmian. Wszystkie przeliczniki jak jeden mąż wskazują te same kolory. :-) Obraz ma mieć 41 x 20 cm na kanwie 16 ct. Nawet spory, ale na szczęście nieba się nie wyszywa. Dodam jeszcze, że schemat mam w xsd  jak również skan oryginalnego z całym kluczem i numeracją mulin. Bo w xsd była rozpiska tylko na dmc i to różniąca się od tego co proponuje http://www.cyberstitchers.com

środa, 29 sierpnia 2012

Dylematy i zakupy.

Od razu widać, że zwolnienie się skończyło, posty przestały się pojawiać. No niestety, po pracy mam czas tylko albo aż na czytanie blogów. Na haftowanie pozostaje weekend, a ten ostatni był pół-weekendem, bo w niedzielę pracowałam. Szkoda że wolne za tę niedzielę już sobie odebrałam. :-(

W sobotę zasiadłam do słoni. Bo męczą mnie i dręczą gdzieś w środku. Moim środku.


Nie wiem dlaczego, ale mnie się wydawało, że słonie są szare, a przynajmniej powinny takie być. A te jakie są? Buro-rude! Kolorystyka raczej nie jest wierna na tym zdjęciu, bo kanwa w rzeczywistości jest niebieskoszara. Fragment poniżej, to ucho małego słonia.


Ja już powoli dostaję fiksacji na punkcie kolorów. Sprawdzam po 5 razy wszystkie możliwe konwertery z dimensions na dmc. Mało tego. Znalazłam stronę, gdzie nasze koleżanki zza wschodniej granicy umieściły zdjęcia wyhaftowanych obrazów. Szkoda, że zdjęcia nie są zbyt duże. Jednak i tak widać, że różnią się między sobą kolorystyką. I niektóre rzeczywiście są rudawe. Nie czuję się na siłach, aby samej dobierać odcienie. Tym bardziej, że we wzorze jest 6 mieszanych kolorów. Ja bym nawet była gotowa kupić oryginalny zestaw, gdyby był.

Jakby na pocieszenie złożyłam zamówienie w Haftixie. Ale i tu przeniosła się moja fiksacja. Pierwotnie chciałam 50 mulin do kilku obrazków upatrzonych w Twocs i CrossStitcher. Jednak zaczęłam wątpić w rzetelność brytyjskich czasopism. Po pierwsze raz się już przejechałam z francuska wioską. Nie dość, że obraz gotowej pracy jest stonowany, pastelowy, a wyszywając wychodzi kakofonia kolorów; to jeszcze niby oryginał rozpisany na Anchora przeliczany chyba na oko. Pamiętam, ze kilka kolorów musiałam zmienić, nie bez podpowiedzi ze strony przeliczników dostępnych w sieci. Przy każdym planowanym wzorze sprawdzam i zawsze coś mi się nie zgadza. A po drugie, zauważyłam, że w kluczu jest np informacja, że coś zostało wyszyte na płótnie evenweave a na zdjęciu jak byk jest aida! I jak tym Brytyjczykom wierzyć? Czy pozostaje już tylko zaopatrzenie się w mulinę Anchora? Jest jeszcze jedno wyjście, haftować tylko to co jest rozpisane na dmc. ;-)
A na dmc jest rozpisany, na całe moje szczęście Clayton firmy Heritage. Tu nie trzeba nic kombinować. Jedyny wybór dotyczy tkaniny - aida albo evenweave. W mojej karierze hafciarskiej wyszywałam do tej pory wyłącznie na aidzie, postanowiłam więc spróbować z płótnem. Oto co zamówiłam.



Kanwa beżowa na latarnię morską Dimensions (oby przelicznik się nie mylił), Linda na Claytona, odpowiednie muliny do obydwu, plus jeszcze kilka na kwiatki z przedostatniego twocs'a (podobno wyhaftowane dmc, również muliną metalizowaną) no i bobinki rzecz jasna.
Zastanawiam się czy na płótnie można zrobić sobie siatkę? I czemu toto takie wiotkie jest? ;-)