środa, 4 stycznia 2012

Żeby mi się chciało, tak jak mi się nie chce.

I nie mam tu na myśli tylko haftu. Ogarnął mnie marazm. Jakaś taka bez życia jestem. I choć wszystko jest w porządku, to jakoś nie potrafię odnaleźć w sobie radości. Coś bym chciała, ale sama nie wiem czego mi brakuje. Nie mam nawet ochoty na hafcikowe zakupy.
Myślałam dziś o wagarach. Doszłam jednak do wniosku, że marnowanie uż-etki w pierwszym tygodniu stycznia, tuż przed długim weekendem to nie najlepszy pomysł. A o ten weekend to musiałam nawet powalczyć. Chcieli abym przyszła w sobotę do pracy na 8 rano! Po moim trupie. Przecież ja mam plany, chcę zacząć słonie. Kupiłam dzisiaj nawet igły, bo będę haftować na aidzie 16 ct, a ja mam tylko 24-ki. O właśnie, dogadałam się z aparatem i mogę robić zdjęcia. Wyszłam z pasmanterii tylko z tym.

5 komentarzy:

  1. Podzielam twój nastrój, niby wszystko dobrze a niedobrze :)
    Co do igieł to o nr 24, przypominam już sobie tylko przy niciach metalizowanych i po aidzie 14 też śmigam igłą nr 26 .

    OdpowiedzUsuń
  2. Taka pogoda wszędzie kaprawa, że nikomu się nic nie chce - choć ja muszę powiedzieć, że hafcikowych zakupów nigdy nie mam dość:)

    OdpowiedzUsuń
  3. polecam pyszne kakao, no moze byc kawa :) kawalek ciacha i przyjemna muzyczka, zachce sie od razu :)

    OdpowiedzUsuń
  4. ja też Cię rozumiem. W ogóle mam jakiś kiepski start w tym roku. Złapało mnie przeziębienie, ból zęba i jeszcze kłopoty w pracy, i na haftowanie też jakoś ochoty nie mogę przez to znaleźć

    OdpowiedzUsuń
  5. Oj bo to wszystko ta paskuda za oknem. Leje i wieje. Ja tez się wyleczyć nie mogę od Świąt. Skorzystaj z rady Lady Iness :)

    OdpowiedzUsuń