środa, 25 stycznia 2012

Lickle Ted ~ 2

Można by odnieść wrażenie, że nic nie przybyło na kanwie.


Ale jak się dobrze przyjrzeć, to można dostrzec xxx w kolorze kanwy. Jednak się kurcze zlewa. :-( No trudno. Okazało się jeszcze, że brakuje mi jednego koloru muliny.


A jutro już niestety do pracy. I wcale wizja weekendu mnie nie pociesza, bo w sobotę też pracuję. :-(

poniedziałek, 23 stycznia 2012

Tusal 2012 -1-

Huston we have a problem!
Dlaczego ja nie myślę? Zamiast zapełniać nowy słoik, ja ciągle dorzucam do zeszłorocznego!
Czy to w ogóle przejdzie, czy mam posortować?



Rocznicowe candy u Cyber Julki.

Prace naszej koleżanki śledzę z zapartym tchem. Ciekawe co przygotuje w prezencie dla zwycięzcy candy. Już teraz zazdroszczę tej osobie. I oczywiście ustawiam się w kolejce chętnych do czego i Was zachęcam.

 

niedziela, 22 stycznia 2012

Lickle Ted ~ 1

Nie potrafię się skupić na hafcie tak długo, jakbym tego chciała. Na razie powstał zaledwie kwiatek i prezentuje się tak.



piegucha - Słodziak, słodziak tylko zastanawiam się po co mi on. ;-) Nie mam żadnego planu ani pomysłu co z nim zrobić. Po prostu go zobaczyłam i zapragnęłam wyszyć. Może będzie dla kogoś, choć nie lubię dawać haftów.

sobota, 21 stycznia 2012

Przerywnik.

Ostatnio mam sporo wolnego. We środę byłam w pracy, a od czwartku znowu na zwolnieniu lekarskim, tym razem tygodniowym. Przez ostatnie dwa dni tylko spałam. Ale dosyć tego. Trzeba wykorzystać, że siedzę w domu i nic innego nie muszę.
Nie chciałam nic nowego zaczynać, ale nie miałam też chęci kończyć. Potrzebuję kolorów. Mam szaro-wstręt. Znalazłam niewielki słodki wzorek, do którego jak się okazało mam wszystkie potrzebne muliny. Wszystko już przygotowane. Nadarzyła się okazja do wypróbowania wzorzystej kanwy. Przez chwilę chciałam na szarej. ;-)


A taki obrazek sobie wybrałam.

poniedziałek, 16 stycznia 2012

I znowu wolne.

Weekend w środku tygodnia? Czemu nie. Jeszcze wczoraj byłam w pracy, a od dziś trafiły mi się dwa dni wolnego. Radość połowiczna bo z powodu złego samopoczucia, więc głównie leżę albo odwiedzam przychodnie.
Przed chwilą był listonosz. Normalnie uwielbiam Haftix Są tani, ekspresowi, dają ciekawe rabaty np. za umieszczenie linka na blogu. ;-) Żeby było śmiesznie pierwsze zamówienie zrobiłam 12/11/2011, a kolejne 12/01/2012, ciekawe czy kolejne będzie 12/03/2012 itd.
To jest to, co moje oczy kochają najbardziej.




Kolejne pudełko na bobinki, dwa już zapełniłam. Aida 16 ct kość słoniowa do tajnego projektu i odpowiednie igły od razu. Kilka mulin, których nie miałam i kilka na zapas, bo powtarzają się w wielu projektach. :-) Aż nabrałam ochoty na xxx. Może uda mi się skończyć renifera. Trochę podgoniłam w piątek po pracy.

czwartek, 12 stycznia 2012

Renifer - odsłona czwarta.

W moim profilu napisałam, że kradnę czas. Dziś ukradłam go pracodawcy. Wzięłam wolne i przez pół dnia spałam, a przez drugie pół oddawałam się xxx. W oczekiwaniu na materiały do tajnego projektu haftuję renifera. Całkiem sporo przybyło, już wyłania się łapa. Myślałam, że skończę dziś jedną kartkę schematu, a tu widać jak zaszalałam i poleciałam z drugą.

środa, 11 stycznia 2012

W ukryciu.

Bardzo Wam dziękuję za komentarze i pochwały odnośnie mojego biscornu. Nie jest to może dzieło sztuki, ale jestem z siebie dumna.
Podjęłam decyzję i słonie muszą jeszcze trochę poczekać. :( Strasznie chciałabym się już za nie zabrać, ale po pierwsze muszę najpierw uporać się z reniferem, po drugie chce komuś zrobić niespodziankę. I tak pomyślałam, że trzeba kuć żelazo póki gorące. A odmiana kolorystyczna dobrze mi zrobi. Renifer w szarościach, słonie szare, za oknem również szaro. Niestety nie mogę Wam zdradzić co to będzie, bo szpiedzy nie śpią i tu zaglądają. ;-) Mam już wzór, teraz trzeba tylko zamówić brakujące muliny. Czyli to co kochamy - zakupy! Na szczęście tym będzie można się pochwalić.

poniedziałek, 9 stycznia 2012

I jak tu znaleźć czas na haft.

Od rana nie myślałam o niczym innym, tylko żeby przysiąść z tamborkiem. Odkąd się obudziłam o 5 rano w głowie miałam tylko nitki. Potem poszło z górki - 10 h w pracy, tankowanie, szybkie zakupy. W domu byłam już po 19. Szybka kolacja, spacer z psem, spacer, spacer... wróciłam pół godziny temu. :( Od czasu do czasu suce się należy. Nie mam nawet siły trzymać tamborka. Marzę tylko o tym, aby zasnąć. Byle do emerytury. Szkoda, że do tego czasu to mi oczy wysiądą. Już teraz do haftowania potrzebuje okularów +6 dioptrii :(

niedziela, 8 stycznia 2012

Wszystko co dobre szybko się kończy.

To było do przewidzenia. Ledwo się zaczął, a już skończył. A to ponoć długi weekend był.
Miałam skończyć renifera. Nie mówiąc już o tym, że planowałam zacząć słonie. Ale mogę wskazać winnego. Jest taka jedna, co mnie po sklepach woziła. W empiku próżno szukałam tasiemek. Nie było żadnej! Na pocieszenie koraliki złapałam.


Zdjęcie niestety nie przedstawia ich prawdziwego koloru. Są śliczne malinowe, jak głoszą napisy w językach obcych. Dla Polaków to truskawka, heh. Będą do kolejnego, bardziej bogatego biscornu. Zrobię jeszcze trzy i odwalę plan na cały 2012 rok. :-)
Do kolekcji kartka z latarnią. Nie mówiłam, że mam manię?


A to moje ostatnie odkrycie. Niezawodny poprawiacz nastroju. Była jeszcze diabollo z nutą wiśni i chilli, ale na zdjęcie się już nie załapała. Póki co mój number one to pomarańczowa. Nie ma dla mnie lepszego połączenia jak czekolada mleczna z pomarańczą. Te gorzkie ze skórką pomarańczową to już nie to, niestety.

sobota, 7 stycznia 2012

Moje pierwsze biscornu.

Udało się. Udało! I powiem, że warto było się pomęczyć. Nie poddałam się chyba dlatego, że po prostu bardzo potrzebowałam igielnika. Szlak przetarty i wiem, że to nie będzie moje ostatnie słowo w tej materii. Co tu dużo mówić, pooglądajcie sobie. :-)





Zweigart 14 ct kolor 101 - kość słoniowa
muliny dmc  4065, 4025 i 452

piątek, 6 stycznia 2012

A miało być tak pięknie.

Raptem rok temu zamarzyłam o biscornu. Zaczęłam haftować, ale wzór mnie pokonał. Zrobiłam jedne nożyczki i drugich już nie byłam w stanie. W sumie miało być ich sześć! Żal było wyrzucić, więc wylądowało toto w pudle. Miałam jeszcze jedna małą chwilę litości, tak koło lipca-sierpnia. Wtedy powstał naparstek o ile się nie mylę.


Nie było siły, wiedziałam już, że nigdy tego nie skończę. Dlatego wczoraj wieczorem, aby nie odkładać tego w nieskończoność, zabrałam się za prucie. Nie wiem dlaczego tak zależało mi na odzyskaniu tego skrawka materiału. Zwłaszcza, że szukając nowego wzoru musiałam brać pod uwagę wymiary tego co posiadam. Jak wymyśliłam, tak uczyniłam.


Wizje miałam już od dawna. Chciałam biscornu wyhaftowane mulina color variations. W tym celu zakupioną już w sierpniu. Co by czasu więcej nie tracić od razu zakasałam rękawy. A że pora była już późna, tak po północy, to co chwilę się myliłam i zaczynałam od nowa. Odłożyłam to na rano. Do południa powinnam zrobić - myślę. Wzór wybrałam prosty, bez backstitchy, żeby szybko poszło.
O 7:30 zerwałam się z łózka, po tym jak mi się przyśniło, że od świeczki spaliły się moje angielskie tamborki.


Dokładnie w tym miejscu, po raz nie wiem który, stwierdziłam, że się pomyliłam. Miałam już serdecznie dość prucia, bo od rana nic innego nie robiłam. Krok do przodu, dwa do tyłu. A już dawno miało być skończone. Jakby tego było mało, zorientowałam się, że wyszywam w niewłaściwą stronę. Biscornu przecież nie ma góry i dołu, więc trzeba tym manewrować tak, aby było "dookoła". Haftując koniczyny zaczęłam obracać robótką i tak się zakręciłam, że stwierdziłam, ze mam o jeden rząd za dużo na szerokość. Nie wyszedłby kwadrat i ciężko byłoby to zszyć. Najpierw chciałam zacząć od początku na drugim kawałku kanwy. Doszłam jednak do wniosku, że połowę tego co już zrobiłam dałoby się uratować.


No i sprułam. A jak już skończyłam, to się okazało, że zupełnie niepotrzebnie! Bo przecież obracałam tym wcześniej. No zakręciłam się jak nic. Byłam wściekła, bo już bym trzy sztuki stworzyła, gdyby nie to ciągłe prucie. A taki prosty miał być wzór... Zanim zaczęłam na nowo walczyć z przeklętym biscorniakiem, ucięłam sobie czterogodzinną drzemkę.
Miałam nadzieję, że dziś to pozszywam. Ba! Że dziś będę kończyć renifera. Koniec końców zrezygnowałam z wyszywania spodniej części, bo nie wiem czy by mi tego długiego weekendu starczyło. Póki co dzielnie walczę, i mam nadzieje, że już jutro się z tym uporam.

czwartek, 5 stycznia 2012

Ku pokrzepieniu.

Dziewczyny bardzo Wam dziekuję za pokrzepiające komentarze i słowa zrozumienia. Przyznam się, że wczoraj właśnie skusiłam się na gorącą czekoladę i ciacho. :-) Co prawda to nie moja produkcja tylko niezawodnego pod tym względem Auchan. Ciasto pomarańczowe z żelką, mniam!


Narzekacie na pogodę. A dla mnie lepsza być nie może. Śnieg może jest urokliwy, ale dzięki temu, że zima omija nas szerokim łukiem, mój 18-letni staruszek spisuje się niezawodnie (tfu, tfu, tfu!) Nie muszę ładować akumulatora, odpuściłam sobie opony zimowe, nie ma zasp = nie ma problemu z parkowaniem. A zarówno pod blokiem jak i pod pracą jest prawdziwa walka o każdy skrawek miejsca parkingowego. Ostatnie dwa tygodnie były jak wymarzone, połowa Warszawy wyjechała i zamiast 50 minut jechałam do pracy 20. ;-) Byle do wakacji.

środa, 4 stycznia 2012

Żeby mi się chciało, tak jak mi się nie chce.

I nie mam tu na myśli tylko haftu. Ogarnął mnie marazm. Jakaś taka bez życia jestem. I choć wszystko jest w porządku, to jakoś nie potrafię odnaleźć w sobie radości. Coś bym chciała, ale sama nie wiem czego mi brakuje. Nie mam nawet ochoty na hafcikowe zakupy.
Myślałam dziś o wagarach. Doszłam jednak do wniosku, że marnowanie uż-etki w pierwszym tygodniu stycznia, tuż przed długim weekendem to nie najlepszy pomysł. A o ten weekend to musiałam nawet powalczyć. Chcieli abym przyszła w sobotę do pracy na 8 rano! Po moim trupie. Przecież ja mam plany, chcę zacząć słonie. Kupiłam dzisiaj nawet igły, bo będę haftować na aidzie 16 ct, a ja mam tylko 24-ki. O właśnie, dogadałam się z aparatem i mogę robić zdjęcia. Wyszłam z pasmanterii tylko z tym.

wtorek, 3 stycznia 2012

Renifer - odsłona trzecia.

Wstyd mi. Nie pochwaliłam się ile udało mi się już wyhaftować renifera. Stan na dziś, niezmienny od tygodnia. Machałam igłą dokładnie tydzień temu we wtorek.




I właśnie sobie, coś popsułam w aparacie. ;-( Straciłam trochę zdjęć, musiałam sformatować kartę, a teraz ani komputer, ani aparat jej nie czyta.

poniedziałek, 2 stycznia 2012

Candy u Martinki.

Zobaczcie jakie cudowne candy przygotowała dla nas Martinka!
Ja się już ustawiłam w kolejce, która pewnie będzie długa.

niedziela, 1 stycznia 2012

Zmienność domeną kobiet.

Większość z Was zrobiła podsumowanie minionego roku. Chciałam to pominąć, ale co mi tam, pochwalę się. W 2011 roku wyhaftowałam 4 obrazki (słownie cztery). Dwa Newtony, latarnię morską i kuraki. I żeby to jeszcze były jakieś giganty... Największy ma 13x18 cm. Oprócz tego zaczęłam jeszcze dwa. Ślubną wiązankę i renifera. Tą pierwszą dokończę, jak znów zostanę zaproszona na ślub. ;-) A renifer jest w toku. Czy ja przypadkiem nie planowałam wyszywać go w ten weekend? No właśnie, tak u mnie wyglądają plany. Z nich też chciałam zrezygnować. "Ale jak wszyscy, to wszyscy, babcia też." Zawsze chcemy i życzymy, aby nadchodzący rok był lepszy, a przynajmniej nie gorszy od minionego. To ja planuję sobie, że wyszyję przynajmniej cztery obrazki. :-) I raczej nie będą to te ostatnio pokazywane cztery pory roku Anchora. Widzę, że Wam przypadły do gustu, za to mnie przestały się podobać zupełnie. Znalazłam za to inne, a jakże! Kilka dni temu widziałam je w czyjejś galerii skończonych prac, a dziś przez przypadek trafiłam na schematy. Tak jak poprzednio wzory firmy Anchor.





Jakoś tak mnie ostatnio bierze na klimaty zwierzęco-afrykańskie. Ale oczywiście w pierwszej kolejności będą słonie dimensions. Zaraz po reniferze.
Chęci u mnie są ogromne, ale niestety nie współmierne do możliwości. Praca i codzienne obowiązki zabierają zdecydowanie za dużo czasu, a przede wszystkim siły. Dlatego głównie haftuję wirtualnie, czyli przeglądam blogi, sklepy internetowe i podziwiam wzory, co i rusz dopisując coś do listy, która pewnie nigdy nie zostanie zrealizowana. :-)