niedziela, 30 września 2012

Coastal Village - odsłona trzecia.

Nie lubię zdjęć w sztucznym świetle, jednak tak bardzo chce się pochwalić, że czekanie do jutra by mnie wykończyło. ;-) Przyznam się, że jeszcze w piątek chodziły mi po głowie jakieś kwiatki, ale jak wzięłam do rąk Claytona to oderwać się już nie mogłam. Do tego stopnia, że "September" z RR nie dość, że nie wysłany, to wciąż bez backstitchy. Ale same zobaczcie jakie cudo wychodzi. I te cieniowania... Oczywiście musiałam się rąbnąć, ale na szczęście nie wpływa to zbytnio na całość, więc już nie wypruwałam.

piątek, 28 września 2012

100.

To mój setny post. Jak na mnie to prawdziwe WOW!
Nareszcie ten tydzień dobiegł końca. Poranna zmiana w pracy mnie wykańcza. Wstaję przed 6, zasypiam przed 21. Nie pytam jak, ale kiedy żyć?!
Przychodzi wreszcie upragniony piątek plus wizja wolnego weekendu. :-) Miesiąc całkiem dobrze zamknięty, premia wypracowana, można się odprężyć. Dziś nawlekanie mulin na bobinki. Zdjęcia sobie i Wam daruję, każda wie jak to wygląda. Poza tym dla niektórych to profanacja przecież ;-)
Skoro dziś jest taki dobry dzień to pochwalę się czymś jeszcze.
Kiedy już prawdę mówiąc straciłam wszelką nadzieję, pewna, że moje skierowanie do sanatorium musiało gdzieś zaginąć, po dokładnie (co do dnia) 6 miesiącach wyciągnęłam ze skrzynki pismo z NFZ. Hura hura hura! Nie dość, że nie zapomnieli to jeszcze doszli do wniosku, że nadaję się do leczenia. Niestety, tylko albo aż, zakwalifikowano mnie na uzdrowiskowe leczenie sanatoryjne dorosłych o profilu leczenia: choroby reumatologiczne (reumatologia). (WTF?!) Wolałabym uzdrowiskową rehabilitacje szpitalną, ale co tam. Nie martwię się nawet tym, że już wykorzystałam w tym roku urlop, a na sanatorium potrzebne jest aż 15 dni. Pakować walizki będę za jakieś 22 miesiące. Tyle prognozuje NFZ. Olaboga! Mam tylko nadzieję, że dotrę do tego uzdrowiska jeszcze o własnych silach. I raczej już nie moim oplem, bo on do tego czasu na pewno się rozsypie. ;-)

niedziela, 23 września 2012

RR - September.

Brakuje jeszcze backstitchy, ale to już jutro. Teraz pędzę do Claytona, bo trochę za nim tęsknię. Równo dwa tygodnie przy nim nie dłubałam.


PS. Bardzo dziękuje za wszystkie życzenia. :-)

niedziela, 9 września 2012

Niebo.

Mój zachwyt nad Claytonem nie maleje. Szkoda, że przybyło o wiele mnie niż zakładałam. Chciałam zrobić pierwszą ćwiartkę. Mimo wszystko pokazuję, bo zawsze to trochę xxx do przodku.

środa, 5 września 2012

Spotkania.

Dziś był dzień pełen wrażeń. Z Anią z bloga Sztuka oswojona planowałyśmy spotkanie od dwóch tygodni. Mieszkanie w jednym mieście to połowa sukcesu, trzeba jeszcze zgrać się czasowo. Dziś się udało. Bardzo żałuję  że nie mamy żadnego dowodu zdjęciowego. Chociażby ten sernik z kajmakiem trzeba było uwiecznić. ;-) Musicie więc uwierzyć mi na słowo. Oprócz sernika była frappe i obowiązkowo brytyjskie gazetki hafciarskie. Nawet nie wiem kiedy zleciało te 1,5 h, tak fajnie nam się rozmawiało. Wracając do domu odkryłam w skrzynce awizo i czym prędzej pobiegłam na pocztę, żeby odebrać kanwę z dimkowym RR. Stoję w kolejce i oczom nie wierzę. Dziewczyna przede mną trzyma w ręce kanwę ze słownikiem czajnikowym i zeszyt. No jak nic hafciarka, do tego bawiąca się w RR. Od razu pomyślałam, że to będzie La grenouille. Zamieściła kiedyś na blogu zdjęcie sugerujące, że mieszka w mojej okolicy. Wymieniłyśmy wtedy kilka maili i potwierdziłyśmy, że jesteśmy sąsiadkami. Zaczepiłam ją więc na tej poczcie i tak przez kolejne 1,5 h stałyśmy pod blokiem i rozprawiałyśmy o bobinkach, kanwach, pasmanteriach, filcowaniu i szyciu.

wtorek, 4 września 2012

Okazanie.

Padło pytanie o hiacynta. Oto dowód, że go nie porzuciłam. Oceniam, że wyszyłam około 80%.

niedziela, 2 września 2012

Coastal Village Johna Claytona

No i będzie mój pierwszy Clayton. Jakoś wcześniej wzory firmy Heritage nie przykuwały mojej uwagi, dopóki nie zobaczyłam okręgów Claytona na blogu Sztuka oswojona. Jak ta sroka zapragnęłam mieć i ja. Wybór padł na Coastal Village.


I tak jak planowałam spędziłam wczoraj pół dnia na haftowaniu. Mam już tyle.


Zdecydowałam się na evenweave - Zweigart Linda 27 ct kolor kość słoniowa. Z czystej ciekawości, chciałam spróbować czegoś nowego. I nie żałuję. We wzorze jest sporo verticali, horiznotali i straddled stitches. Na aidzie też do zrobienia, ale na evenweave nie trzeba się przebijać przez nitki tkaniny. ;-) Verticale widać nawet na poniższym zdjęciu, po lewej stronie. Zbliżenia dla niedowiarków, że na płótnie wychodzą równiuteńkie xxx.


Podoba mi się efekt cieniowania. Tym samym kolorem raz podwójną, a raz pojedynczą nitką wyszywam.


A co do UFOków, to ja je bardzo lubię. Może jestem inna, ale nie potrafię robić jednej rzeczy na raz i najlepiej się czuje jak mam kilka obrazków pozaczynanych i mogę dziergać po trochę wedle upodobania. A jak w trakcie pracy dochodzę do wniosku, że coś mi się nie podoba, porzucam bez żalu. Nie lubię się do czegokolwiek zmuszać. I nie mam tu na myśli już tylko robótek, takie mam podejście do życia. :-)

sobota, 1 września 2012

Nowa.

Sobotnie przedpołudnie spędziłam na porządkach. Czyste okna, wyprane firanki, podłoga prawie już wyschła. W całym mieszkaniu unosi się zapach świeżości, który działa na mnie kojąco. Czasem tak mam, że choćbym nie wiem jak była zmęczona i pozbawiony siły, to w brudzie i bałaganie nie potrafię wysiedzieć. Zauważyłam, że odkąd mam dwa psy, to sprzątania jest pięć razy więcej. Mimo, że staram się odkurzać codziennie, góra co drugi. :-( Ale skoro już jest czysto, to bez wyrzutów sumienia resztę dnia można przeznaczyć na xxx. Jednak zanim zasiądę z tamborkiem w rękach, chciałam Wam pokazać moją nową latarnię. Dostałam ją wczoraj od ojca, który wracał z Trójmiasta na południe Polski. W środku jest miejsce na tealight i jak wczoraj zapaliłam to latarnia świeciła. Ah, cieszę się jak dziecko!