niedziela, 21 października 2012

Idąc za ciosem.

Siłą rozpędu zaczęłam wczoraj obrazek listopadowy. Jest to dotychczas najbardziej pracochłonny i naszpikowany backstitchami miesiąc. Szczerze mówiąc mam go już dość i dziś zamierzam poświęcić się wyłącznie Claytonowi.




Ta pokrzywiona igła to tak specjalnie. Nigdy wcześniej mi się to nie zdarzyło. To jest złota igła firmy Pony, której nigdy więcej nie kupię. Poza tym, że się niemiłosiernie wygina, to po jednym dniu haftowania nie jest już złota. Pic na wodę fotmontarz, jednym zdaniem

sobota, 20 października 2012

Październikowy RR.

Miałam wczoraj wolne - yeah! - i wyszyłam październikowy obrazek w naszym RR. Ostatnio mam fazę na dynie. Nic z nich co prawda nie gotuję, ale wszędzie gdzie się da ustawiam dyniowe tapety. :-) Dlatego dość szybko i sprawnie mi poszło  dopóki nie przyszedł czas na french knoty. Mordowałam się z nimi godzinę. Nie powiem i ile i jakich niecenzuralnych słów padło. To było oczywiście tylko i wyłącznie moja wina, bo z uporem maniaka ciągnęłam nie za tą nitkę co trzeba. Kot ma lekkiego zeza, ale już nie chciałam tego poprawiać.


Muszę jeszcze wyszyć mój podpis i chyba go lekko zmodyfikuję, bo zauważyłam, że koleżankom to jakoś ładniej wychodzi a ja sadzę takie wielkie kulfony. Mam już u siebie kolejna kanwę. I tak się właśnie zastanawiam czy by nie wyszyć od razu listopada.

Mogę już opisać moje pierwsze wrażenia z używania płynu z poprzedniego posta. Fantastyczny wynalazek. Wystarczy odrobina i brzeg jest w niewidoczny [sic!] sposób zabezpieczony. Jeszcze nie wiem jak to będzie z trwałością, jednak producent zapewnia, że jest to odporne nawet na pranie. I do tego jeszcze tak fajnie pachnie. Zapach kojarzy mi się z maglem. ;-) Od teraz będzie to moje obowiązkowe wyposażenie hafcikowego kuferka.

wtorek, 16 października 2012

Lekko spóźniony prezent urodzinowy.

Oto co dziś odebrałam z poczty: 


Magnetyczne pudełko na igły dmc jest "prezentem" od mojej siostry. Tak się śmiesznie złożyło, że chciałyśmy sobie w tym roku podarować to samo. ;-) Dlatego też każda zamówiła dla siebie swój prezent. Oprócz pudełka, igły których nigdy dość. Jakoś tak dziwnym trafem lubią mi ginąć. Dwa komplety 26-tek. I pomyśleć, że kiedyś igły no.22 wydawały mi się mikroskopijne. Z tych firm jeszcze nie miałam. Moje ulubione to John James, ale ostatnio nigdzie nie ma tych w "jedynym słusznym" rozmiarze. I na koniec coś, na co miałam ochotę od nie pamiętam już jak dawna - płyn do zabezpieczania brzegów kanwy. Kupiłabym pewnie wcześniej, ale sklep, w którym robię zawsze zakupy nie ma go w ofercie. Nie lubię i nigdy nie obszywam brzegów materiału, dlatego jestem bardzo ciekawa tego specyfiku.

niedziela, 14 października 2012

Motywacja działa.

Właśnie otrzymałam zdjęcie wypranych i oprawionych groszków.
Chyba ją trochę zachęciłyśmy dziewczyny. hihi


W zastępstwie.

Nie jestem w stanie zagonić mojej siostry do publikowania na jej własnym blogu. Z otrzymaniem zdjęć też nie lepiej. Ale pokażę Wam tutaj co ostatnio zrobiła. Tym bardziej, że są to wzory, które sama znalazłam jako pierwsza i mam je zamiar wyszyć. ;-) Śmieję się, że nie mam czasu na haftowanie, bo siedzę wiecznie w necie w poszukiwaniu schematów i inspiracji, a ona tylko korzysta z moich znalezisk. Niech zna me dobre serce. ;-)

Najpierw La boulangerie Royal Paris. Ponad rok temu dostałam ten zestaw w prezencie urodzinowym. Czeka sobie grzecznie. :-) Anka wyszyła na aidzie 16 ct Zweigart, mulinami dmc. Porównywałyśmy z moimi mulinami Anchora z zestawu i wyszło identycznie.


Drugie gorące dzieło skończone dosłownie przed chwilą to Słodki groszek z TWOCS 193. Tym razem aida 18 ct dmc, nici oczywiście dmc zgodnie z legendą, łącznie z metalizowanymi.


Jutro przed pracą idę wydrukować sobie schemat, bo już mnie skręca z zazdrości  Muliny zamówiłam już dawno, łącznie z materiałami do Claytona. Wahałam się wtedy, który obrazek wyszyć pierwszy i padło na Claytona. A Groszki chcę oprawić w tamborek, tak jak w gazecie. Mam już nawet na nie miejsce - nad telewizorem sterczy dziwna śruba, w sam raz aby coś na niej powiesić.

środa, 10 października 2012

Aj jak mi dobrze.

Wieczorami, o dziwo, znajduję siłę, aby nie tylko odwiedzać Wasze blogi, ale by samej pomachać igiełką. I tak przy gorącej pomarańczowej czekoladzie z bitą śmietaną relaksuję się po całym napiętym dniu. Wybaczcie, ale w tym przypadku zlewka jednak jakoś mi nie pasowała. ;-)


W tle widać nawet zaczęty już obrazek październikowy z naszego dimkowego RRa. Taka gapa ze mnie, że nie pokazałam poprzedniej kanwy, która dotarła już na miejsce przeznaczenia. Jak zwykle przepraszam za mały poślizg i bije się w pierś. Mam nadzieję, że u Was też dziś taki miły wieczór.

niedziela, 7 października 2012

Ćwiartka.

Pierwsza ćwiartka, a nawet ciut więcej za mną. :-) Kolejna kartka to większa różnorodność w kolorach i krzyżykach. Żeby uniknąć monotonii  będę teraz robić dół, potem góra i znowu dół. Tak to sobie wymyśliłam.

sobota, 6 października 2012

Potrzebuję pomocy.

Wiecie jak kocham latarnie. Dziś wpadł mi w oko schemat dmc BK024, jednak nie udało mi się go nigdzie znaleźć. Może któraś gdzieś, kiedyś...


MAM!!!! Dzięki Marta. :-)

piątek, 5 października 2012

Warsztat pracy.

Byłam dziś w pracy raptem 1,5 h. Niestety nie oznacza to, że miałam cały dzień wolny. Pojechałam na 12, do domu wpadłam na chwile o 15 i do lekarza. Póki co zbyt wiele mi nie pomógł tylko odesłał do kolejnych specjalistów. Mam nadzieję, że w końcu ktoś wymyśli co mi jest. Szkoda, że Dr.House już nie przyjmuje. ;-)
Jednak teraz zamiast latać w deszczu z psami po parku, mogę już się rozsiąść wygodnie i pohaftować. Obiecywałam sobie, że co wieczór siądę na chwilę do Claytona, ale wyszło jak zawsze. :-(
A tak wygląda mój warsztat pracy. Ogromna tablica magnetyczna, którą trzymam na kolanach. Poza schematem leżą na niej zawsze nożyczki i nawlekacz, bez którego ani rusz. Mam nawet drugi na zapas, jakby "niedajboże" coś się stało. ;-)


Oto moje niezbędne, płaskie metalowe pudełko, w którym trzymam aktualnie potrzebne muliny.



Wracając od lekarza zakupiłam zapas mojej ulubionej herbaty.


Nie jestem smakoszem gorących napojów, pijam przeważnie już przestygnięte. Sama nie wiem, dlaczego tak mi zasmakowało akurat to badziewie. Zwykła Saga jest dla mnie nie do zaakceptowania, a za tą wręcz przepadam. W tle moje kubki, które służą bardziej do dekoracji, bo ja herbatę pijam w......


...zlewce. LOL