piątek, 3 maja 2013

Majówka.

Niestety wszystko co dobre szybko się kończy. Wczoraj wieczorem wróciłam z cudownego wypadu do Trójmiasta. Były ryby, gofry, kilometrowe spacery po plaży i o dziwno była piękna pogoda. Nie miałam czasu na krzyżyki dlatego mam głód hafciarski. Pogoda w Warszawie przygnębiająca, więc do niedzieli nie wypuszczam tamborka z ręki.







Oczywiście przywiozłam kolejną latarnię morską do kolekcji oraz kilka pamiątek. Od wycieczki do Austrii zaczynam zbierać magnesy. Ten ostatni jest właśnie z alp.





Powrócę jeszcze do kwietniowego obrazka Lizzie Kate. Nadrabiając wczoraj zaległości blogowe zauważyłam u kogoś, że nie dokończyłam swojego obrazka. Tak się spieszyłam, że umknęło mi kilkanaście krzyżyków. Tych zielonych. Wcześniej zapomniałam też o jednym jejeczku w koszyku, ale zorientowałam się zanim zaczęłam robić zdjęcia. :-)



4 komentarze:

  1. Witam Ciebie bardzo serdecznie.Pięknie,mądrze i kolorowo tu Ciebie.Jeśli pozwolisz zostanę na dłużej i poobserwuję Twoje wszystkie poczynania.Pozdrawiam,a wolnej chwili zapraszam w gościnę do Dobrych Czasów.J.

    OdpowiedzUsuń
  2. oj byłas na pomorzu.... kochane nasze morze... mimo braku słońca spacerek był, troszkę trzeba się dojodować. Pamiatki fajne i kolekcja tym sposobem się powiększyła :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Zazdroszczę pobytu nad morzem! Fajne pamiątki przywiozłaś.

    OdpowiedzUsuń
  4. kurcze, ja też Ci zazdroszczę,zawsze to wielka odmiana do dnia codziennego...

    OdpowiedzUsuń